20. ledna 2010 v 0:28 | Suyia
|
Pisaniny
Zapach letniego, rześkiego powietrza powoli wypełniał cały pokój. Jego ciepłe muśnięcia łagodnie otulały Julkę, która leżała na łóżku zwinięta w kłębek. Pewnie przeleżałaby tak cały dzień, gdyby nie uciążliwe poczucie tego, że powinna coś zrobić. Nie chodziło jednak o marnowanie czasu, bo przecież takie leżenie nie jednokrotnie przynosiło Julce wspaniałe pomysły, które w żadnej innej sytuacji nie miały możliwości do niej dotrzeć. Leżeć i rozmyślać. Myśli tańczyły w takt Jovano Jovanke.
Diing Doong - dźwięk dzwonka wdarł się w bezczas. Dziewczyna poczuła niecodzienne uderzenie zadowolenia. W jednej chwili przypomniały jej się wakacje, kiedy to stała nad brzegiem Morza Śródziemnego, a słoneczne powietrze muskało jej ciało. Dawno już nie odczuwała tego rodzaju szczęścia. A tu proszę, dzwonek do drzwi przyprawił ją o euforię.
Droga, którą musiała pokonać nie była długa. Pomimo tego Julka znalazła czas na rozpatrzenie w swojej głowie wszystkich możliwych gości.
- Pola nie, bo w pracy. Maciej nie, bo sesja. Eva nie, bo ostatnio wspominała coś o jakiejś demonstracji - Julka roześmiała się radośnie - Eva na pewno nie, bo przecież siedzi teraz w domku na drzewie, które zresztą chcą ściąć na jakaś autostradę czy inny stadion…
Hop! Energicznym susem przeskoczyła kota plączącego się między nogami - kooocieee! - krzyknęła wytrącona z rozważań, aby zaraz po tym powrócić do rozmyślań - Margo? A skąd! Ona przecież wyleciała na staż do Australii i nie będzie jej jeszcze przez trzy tygodnie. Przecież by się zapowiedziała.. Nieeee.. Margo jest na innym kontynencie - i dokładnie w tym momencie Julka
pociągnęła za klamkę, jeszcze raz, tym razem głośno, powtarzając - na innym kontynencie...
W drzwiach ukazała się jedna z tych przyjaciółek do różnych celów.
- TOŚKA! - Julka wykrzyknęła z całą mocą, skacząc i niedowierzając przy tym - Co Ty tutaj robisz? Kiedy wróciłaś? Jak to? Co Ty? Właź! - Julka rzuciła się na szyje Tosi.
Kim była Tosia? Dla Julki była na pewno pociechą i promykiem na każdy dzień. Nawet wtedy, kiedy była w podróży swojego życia z wesołym doktorantem biologii. Alan, bo tak na imię miał luby Tosi, był zafascynowany wilkami i chyba nie do końca świadomy tego przejechał za nimi pół świata. A Tośka? Tośka jakoś tak nie mogła się oprzeć i pojechała z nim. Julka zazdrościła jej odwagi, bo co tu dużo mówić Tosia bez wątpienia była osobą odważną i spontaniczną, czasami nawet za bardzo…
A teraz wróciła i stoi w progu Julkowego mieszkania! Gdy tylko pierwsze emocje opadły Julka zadzwoniła do Evy, która właśnie wdrapywała się na wyższe partie drzewa. Wiadomość o przybyciu Tośki do Polski o mało co nie spowodowała ześliźnięcia się z gałęzi.
Już po godzinie Eva także stała w progu. Przyjaciółki były niesamowicie uradowane, że zawsze opanowana i rozważna Eva załatwiła sobie innego zielono ludka na jej miejsce w chatce na drzewie.
Teraz w końcu mogły spokojnie usiąść i porozmawiać na wszystkie tematy, nawet te niesamowicie zagmatwane i trudne. Radość? Bo cóżby innego?!