I can fly...

Nejnovější články

Suj obserwator I

30. ledna 2010 v 19:02 | Suyia |  Dobrý den!
Nie wiem czy, ktoś z Was oglądało "Rok diabła", ale ze mną chyba dzieje się podobnie jak z Plihalem. Obserwuje. Czasami nie potrzeba mówić, wszystko "dzieje się". Niekiedy mam wrażenie,
że w zwolnionym tempie.

Przystanek. Środek miasta. Ścisłe centrum. To dosyć nowoczesny przystanek, bo tuż przy nim są windy. Starsza, ale znowu nie taka stara kobieta spaceruje wokół jednej z nich. Obserwuje psa. Naciska przycisk otwierający drzwi. Pies wchodzi. Kobieta powoli odchodzi. Pies w windzie. Ja stoję pięćdziesiąt metrów dalej. Przedzieram się między ludźmi, żeby wypuścić psa ze szklanej pułapki. Pewnie to, że jest tak ruchliwym i głośnym miejscu to i tak za wiele dla niego. Nie zdążyłam. Tuż przede mną, przycisk otwierający drzwi naciska młody chłopak. Pies wychodzi nieco spłoszony, ale raczej zadowolonym, że ktoś go uratował. Przyjaźnie podnosi pyszczek do mnie. Uśmiecham się do niego. Odchodzę.
 


Come away with me...

25. ledna 2010 v 0:55 | Suyia |  Dobrý den!
Jedno zdanie zasłyszane gdzieś, kiedyś, a pomogło już nie jednej osobie. Jakiś czas temu pomogło Tobie, kiedy wydawało się, że TO jest za ciężkie i w żaden sposób nie da się udźwignąć dodatkowego ciężaru. Dziś, gdy z uwagą zaciekawionego kota, przyglądałam się kropelką wody kapiącym do wanny wypełnionej po brzegi, dotarło do mnie, że czas pożegnać zły okres.

Czytam stare wpisy na blogu i zastanawiam się, czy zmieniłam się na tyle? Czy już nie jestem spontanicznym, wszędzie będącym Sujem? Kolorowym, radosnym i rozgadanym? Sujem podróżnikiem? A skąd! Jestem! JESTEM! J-E-S-T-E-M! tylko chyba na chwilę zrobiłam sobie przerwę od tego. Ale już wracam na stare tory.

Jedynym sensownym wytłumaczeniem, którego potrzebuję, chyba tylko z racji tego, że lubię wiedzieć i mieć poukładane, jest koncentracja nad pracą licencjacką. Wszystkie te głosy w mojej głowie, że powinnam pisać, że powinnam pisać, że każdy już ma (a nie ma!), że pisać, że koniecznie, że dlaczego wciąż nie pisze.. uwierz to może zniechęcić do wszystkiego, szczególnie to pisania ; )

I tak oto, wszystko co złe w mojej głowie powoli, powolutku wyczołgało się spod łóżka i zasiadło na monitorze, radośnie machając nóżkami. A, że komputera używam codziennie to oswoiłam się z tymi ciemnymi typkami.

Plany na przyszłość? Jeden od jutra będę realizować, aby jeszcze przed wakacjami podzielić się efektami. Inne? Potrzebuje podróży, bo chyba się uzależniłam od zmiany miejsca przebywania. Jakkolwiek kocham Wrocław i nie zamierzam się z niego na stałe wyprowadzać… no, chyba, że do Lizbony lub Pragi, ale to już zupełnie inna bajka…

Sujowy nastrój wyraża się w tym, co tam wyśpiewuje ta pani : )

Wszak po każdym deszczu pojawia się tęcza!

Całkiem przypadkiem V

20. ledna 2010 v 0:28 | Suyia |  Pisaniny
Zapach letniego, rześkiego powietrza powoli wypełniał cały pokój. Jego ciepłe muśnięcia łagodnie otulały Julkę, która leżała na łóżku zwinięta w kłębek. Pewnie przeleżałaby tak cały dzień, gdyby nie uciążliwe poczucie tego, że powinna coś zrobić. Nie chodziło jednak o marnowanie czasu, bo przecież takie leżenie nie jednokrotnie przynosiło Julce wspaniałe pomysły, które w żadnej innej sytuacji nie miały możliwości do niej dotrzeć. Leżeć i rozmyślać. Myśli tańczyły w takt Jovano Jovanke.

Diing Doong - dźwięk dzwonka wdarł się w bezczas. Dziewczyna poczuła niecodzienne uderzenie zadowolenia. W jednej chwili przypomniały jej się wakacje, kiedy to stała nad brzegiem Morza Śródziemnego, a słoneczne powietrze muskało jej ciało. Dawno już nie odczuwała tego rodzaju szczęścia. A tu proszę, dzwonek do drzwi przyprawił ją o euforię.

Droga, którą musiała pokonać nie była długa. Pomimo tego Julka znalazła czas na rozpatrzenie w swojej głowie wszystkich możliwych gości.
- Pola nie, bo w pracy. Maciej nie, bo sesja. Eva nie, bo ostatnio wspominała coś o jakiejś demonstracji - Julka roześmiała się radośnie - Eva na pewno nie, bo przecież siedzi teraz w domku na drzewie, które zresztą chcą ściąć na jakaś autostradę czy inny stadion…

Hop! Energicznym susem przeskoczyła kota plączącego się między nogami - kooocieee! - krzyknęła wytrącona z rozważań, aby zaraz po tym powrócić do rozmyślań - Margo? A skąd! Ona przecież wyleciała na staż do Australii i nie będzie jej jeszcze przez trzy tygodnie. Przecież by się zapowiedziała.. Nieeee.. Margo jest na innym kontynencie - i dokładnie w tym momencie Julka
pociągnęła za klamkę, jeszcze raz, tym razem głośno, powtarzając - na innym kontynencie...

W drzwiach ukazała się jedna z tych przyjaciółek do różnych celów.
- TOŚKA! - Julka wykrzyknęła z całą mocą, skacząc i niedowierzając przy tym - Co Ty tutaj robisz? Kiedy wróciłaś? Jak to? Co Ty? Właź! - Julka rzuciła się na szyje Tosi.

Kim była Tosia? Dla Julki była na pewno pociechą i promykiem na każdy dzień. Nawet wtedy, kiedy była w podróży swojego życia z wesołym doktorantem biologii. Alan, bo tak na imię miał luby Tosi, był zafascynowany wilkami i chyba nie do końca świadomy tego przejechał za nimi pół świata. A Tośka? Tośka jakoś tak nie mogła się oprzeć i pojechała z nim. Julka zazdrościła jej odwagi, bo co tu dużo mówić Tosia bez wątpienia była osobą odważną i spontaniczną, czasami nawet za bardzo…

A teraz wróciła i stoi w progu Julkowego mieszkania! Gdy tylko pierwsze emocje opadły Julka zadzwoniła do Evy, która właśnie wdrapywała się na wyższe partie drzewa. Wiadomość o przybyciu Tośki do Polski o mało co nie spowodowała ześliźnięcia się z gałęzi.
Już po godzinie Eva także stała w progu. Przyjaciółki były niesamowicie uradowane, że zawsze opanowana i rozważna Eva załatwiła sobie innego zielono ludka na jej miejsce w chatce na drzewie.

Teraz w końcu mogły spokojnie usiąść i porozmawiać na wszystkie tematy, nawet te niesamowicie zagmatwane i trudne. Radość? Bo cóżby innego?!

Zielone skrzypce

29. prosince 2009 v 11:00 | Suyia |  Pisaniny
Julka od zawsze rozpływała się na samą myśl, że gdzieś w Katowicach czy Krakowie jest Stefan, a gdyby tak mogła wymienić z nim choćby słowo czy dwa… Czasami, gdy już była na skraju tęsknoty puszczała sobie piosenki w których mogła usłyszeć brzmienie jego instrumentu. Niestety pozostawała dla niego jakąś tam znajomą, z którą widuje się raz czy dwa razy w ciągu roku. Uwielbiała wracać pamięcią do momentów kiedy dostała od niego kwiatka, albo kiedy beztrosko ganiali się po domu kultury. Julka go bezgranicznie uwielbiała, czasami zastanawiała się właściwie dlaczego, w końcu nie znali się za dobrze, a jednak…

Tego dnia wracała dość zamyślona do domu, miała pojechać najkrótsza drogą, ale coś ją podkusiło i postanowiła jeszcze przejść przez park. Spacerowym tempem z głowa w chmurach.. Cichutko ponad nią unosiła się znajoma muzyka, czuła się jak w kreskówkach, kiedy to nuty swobodnie unoszone są przez wiatr. Julka nieśmiało podeszła do grajka..
-STEFAN?! - wykrzyknęła zaskoczona - Stefan? Co TY tu robisz?

- Jak to co, mam jutro koncert, więc sobie trochę gram dla relaksu… i kasy - zadowolony i uśmiechnięty, udzielił jej rzeczowej odpowiedzi - właściwie już kończę, więc możemy się gdzieś przejść.
Julka nawet nie zdążyła nic powiedzieć. On delikatnie położył skrzypce w futerale, przykrył je białym materiałem, skręcił smyczek, schował go w odpowiednie miejsce, zamknął skrzynkę i już był gotowy do drogi.

Właściwie nie wiem jak do tego doszło, ale po kilku chwilach dochodzili już do mieszkania Julki. Czy tak ich spontanicznie poniosło, czy któreś z nich miało to w planach.. nie wiem. Rozmowa toczyła się w najlepsze, on opowiadał jej o nowych fascynacjach muzycznych, a ona jemu o planach na podróż życia. Gdy tylko weszli do mieszkania, Stefan od razu wskoczył na łóżko i rozciągnął się jak zadowolony kot.. ona wzięła w ręce laptopa i zaczęła pokazywać mu co ciekawsze strony i zdjęcia..

Czas mijał im bardzo, bardzo miło, ale też straszliwie szybko. Stefan zorientował się, że musi biec na próbę. A ona, cóż, chciała z nim spędzić jeszcze chociaż chwilę..

On sam niósł skrzynkę z instrumentem, jej bez słowa podał reklamówkę. Julka zaciekawiona spojrzała do środka, a tam.. piękne zielone skrzypce.
Czy to jej się śni?

Trochę trzeźwości ; )))

27. prosince 2009 v 22:54 |  Dobrý den!
A Ojciec święty Jan Paweł II powiedział do Polaków w czasie środowej audiencji w dniu 21.03.79 r.:
Człowiek nie może być sobą, po prostu nie może być sobą; nie jest godny swojego imienia, jeśli nie potrafi sobie mówić nie. Otóż to nie, to jest właśnie znaczenie Wielkiego Postu, praktyki postu, to twórcze "nie" muszę umieć sobie odmówić. Na to, żeby umieć odmówić sobie rzeczy niedozwolonych, trzeba umieć odmówić sobie również rzeczy dozwolonych. Na pewno w naszej polskiej praktyce wielkopostnej dochodzi w szczególny sposób, do głosu potrzeba trzeźwości. Niedawno czytałem w Tygodniku Powszechnym apel mojego następcy w Krakowie na ten temat, nie mogę nic innego zrobić, tylko się pod tym apelem z całego serca podpisuję i całym sercem go powtarzam pod adresem wszystkich, którym potrzebne jest to "nie' ; ażeby zachować ludzką godność i żeby służyć dobru wspólnemu rodziny, narodu, ojczyzny. Niech tyle wystarczy, resztę już sami zechciejcie domyśleć.


Krucjata? : >

Całkiem przypadkiem IV

24. prosince 2009 v 0:29 |  Pisaniny
Julka jak większość ludzi na świecie sporą część dzisiejszego dnia poświęciła na świąteczne przygotowania. Właściwie to nie wiem, dlaczego "poświęciła" w końcu powinna wykonywać te czynności z radością w atmosferze oczekiwania. Być może za długo już czeka.. Czas pięknie umykał pomiędzy gotowaniem, sprzątaniem, a strojeniem choinki. W takich momentach człowiek przestaje się zastanawiać nad problemami, są w końcu pilniejsze sprawy do załatwienia, niż jakieś tam problemy. Klejenie uszek.

Dopiero przed 22 zorientowała się, że czas wyłączyć odkurzacz i schować go do szafy. Usiadła na kanapie i poczuła ogromne zmęczenie. Jednak nie było to zmęczenie z przepracowania. Nie chodziło tutaj o energie, która uleciała wraz ze wzrostem połysku podłogi czy kurzem z trzepanych dywanów. Tym razem chodziło o coś zupełnie innego.

Nie miała ochoty przecież łamać tradycji, która ma już 2009 lat. Nawet przez głowę jej to nie przeszło, że mogłaby nie obchodzić świąt. Więc obchodziła. Przebrała się w strój komputerowo-nocny i usiadła na przecudownie zapadającym się fotelu znanej skandynawskiej firmy. Oparła głowę, zamknęła oczy i zaczęła rozmyślać.

Była mocno nieidealna, miała worek wad i piękne rzeszy. Miała mnóstwo planów, niezrealizowanych marzeń i chęć. Jaka ona jest właściwie? Zerwała się, podbiegła do biurka, wyciągnęła pamiętnik i napisała kilka zdań. Zagięła kartkę. W podstawówce zaginała rogi w pamiętniku przyjaciółki i chowała w nich sekrety. Teraz zapisywała sekrety tylko dla siebie. I dla niego, ale dopiero po śmierci. Zawsze się uśmiechała, kiedy o tym myślała. Pola o tym wiedziała, ale chyba nie brała tego na poważnie. Julka, owszem.

Kiedy zamknęła pamiętnik poczuła się wolna. Może była mocno nieidealna, może nie potrafił pięknie malować czy tańczyć, ale miała coś, co czyniło ją wyjątkową. Julka oderwała pióro od kartki, rozejrzała się dookoła. Uśmiechnęła się sama do siebie i nawet nie dokończyła myśli…
Położyła się w mięciutkim łóżku. Zasnęła.

Nohavica w Polsce - styczeń 2010 : )

21. prosince 2009 v 1:01
2010

Chętnie przyjmę w prezencie bilet na wrocławski koncert Jarka....

Prawie zima

4. prosince 2009 v 14:52 | Suyia |  Dobrý den!
Czy kiedykolwiek ktoś się zastanawiał dlaczego szósty grudnia, a co za tym idzie Mikołaja, obchodzone jest jesienną, a nie jakby się mogło wydawać zimową, porą? ; )

Z okazji wszystkich cudownych świąt, zachwytu nad porami roku, zimą bez śniegu, czy też jesieni na plaży poczyniłam dwa autobusowe wiersze. Wiersze te, trochę szumnie.. wierszyki? Rymowanki? Otóż dzieło me, a właściwie dwa, mam zaszczyt przedstawić Pani i Panu, Wam ; )

Może tomik sobie wydam z płytą, co by atrakcyjniej jak jeden Maciej z Krakowa zresztą… póki co, wszystkim, którzy mają masę roboty bo studia, bo praca, bo obrona, bo dziecko się urodziło.. wiadomo, jak tyle na głowie to każde inne zajęcie wydaje się atrakcyjniejsze. Zatem.. moi mili, piszmy wiersze! : )

Piękny dzień.. Szczególny dzień. Sujec ma ochotę na kawę.

Pierwszy z nich dedykuje Związkowi Kynologicznemu i wszystkim miłośnikom psiaków i zimy ; ))


***
Zima, zima, zima zła
- Nie widziałeś mego psa?

Zima, zima, szczypie w uszy
Pewnie się po wiosce włóczy

Zima, zima, zimny nos
Nie obchodzi mnie psi los

Zima, zima, ale mróz
Walnął go strażacki wóz

Zima, zima, ale śnieży
Chyba w rowie piesek leży



Drugi dedykuje tym , którzy czekają na śnieg, a jak już się pojawi to narzekają na chlupe.



***
Zima, zima śniegu nie ma.
A bez śniegu straszna bieda.

Śnieżek, śnieżek spadł już nam.
Leci z nieba mokry chłam.




P.S Madziu, jak będziesz większa ciocia Sujcia napisze Ci wierszyk : )

Całkiem przypadkiem III

3. listopadu 2009 v 13:41 | Suyia |  Pisaniny
Zapraszam do zapoznania się z wcześniejszymi częściami:

A teraz nastąpi część trzecia : )


Julka przebudziła się, powoli otworzyła oczy i rozejrzała się wokół siebie. Leżała sama w łóżku, no może nie tak do końca sama, gdyż obok niej leniwie przeciągał się kot. Wydawał się zadowolony z faktu, iż ma do dyspozycji całą połowę Julkowego, olbrzymiego łóżka. Ona sama czuła jednak przeraźliwie przeszywający smutek, a co gorsza nie miała pojęcia dlaczego właśnie do niej ów pan się przytula..

Wygrzebał a się z łóżka, jak robiła to co dnia. Wsadziła swoje stopy w zabawne, futrzaste
kapcie kotki, które zresztą dostała jako urodzinowy prezent od babci swojego dobrego przyjaciela i poszła do kuchni. Wszystkie te czynności, jak jej się mylnie wydawało, trwały całą wieczność. Nawet mleko z butelki do szklanki wlewało się zadziwiająco wolno. Czyżby smutek dotknął także wszystkie przedmioty w mieszkaniu?

Julka miała ochotę rzucić wszystko, spakować się i wyjechać w długą podróż przed siebie. W podróż z biletem w jedną stronę. Oderwać się od tej rzeczywistości, pozrywać te sztuczne i pompatyczne znajomości, oczywiście Julka nie traktowała wszystkich swoich znajomych w ten sposób, bo przecież miała kilkoro przyjaciół którzy byli jej bliscy. Jednak większość ludzi otaczających ją była przerysowana i nie prawdziwa. Takie odczucia towarzyszyły jej przy każdym spotkaniu…

Odpocząć. Samotność? Przecież tak naprawdę przez całe swoje życie była samotna, nie miała nigdy nikogo, tak na poważnie. Owszem była blisko z kilkoma mężczyznami, ale nie byli oni warci całej energii, którą wówczas wkładała to Julka. Więc nie bała się tej podróży, wręcz przeciwnie, chciała zniknąć. Nikt by nie zauważył. Nikt?

A może smutek spowodowany był nowym odkryciem Julki? Nie chciała się nim dzielić z nikim, bo dobrze wiedziała co usłyszy. Ona się chyba nie do końca akceptowała. Była fanem niektórych ze swoich cech, ale jednak wiele by poprawiła. Wiedziała, że nie potrafi tego wszystkiego co chciałaby umieć. Miała głęboką świadomość siebie. Być może to był problem. Potrafiła sięgać dużo głębiej w siebie, niż przeciętny człowiek. A mówić o tym trudno, szczególnie bliskim.

Koniec! Postanowiła. Rozprostowała swoje nogi, które były skrzyżowane na sposób turecki i wstała. Zwinnym ruchem stopy odpaliła komputer i ponownie usiadała, tym razem na niesamowicie wygodnym fotelu…

A miłość?

30. září 2009 v 0:37 | Suyia |  Dobrý den!
Kilka pomysłów spokojnie i nieco leniwie układa się w mojej głowie. Powoli. Bez żadnego pośpiechu. Wyczekują momentu, kiedy w całej doskonałości będą mogły pokazać się szerszemu gronu. Chyba nie warto robić czegoś tak ważnego byle szybciej, byle prędzej, byle jak. Pomysły lubią być chwalone, ale tylko te zrealizowane. Te, które leniuchują w głowie mogłyby się zawstydzić i nigdy z niej nie wyjść, bo po co.. skoro już ktoś je pogłaskał?

Tymczasem wtulam się w kocyk przeplatany ciepłymi, pomarańczowymi nitkami małych tęsknot z przeszłości, nieco już poszarzałych starych nitek rzeczywistości, a także świeżych i przecudnie miękkich żółtych nitek przyszłości. Cały ten kocyk wypada bardzo pomyślnie przy całym tym szarym świecie. Wszystko idealnie się równoważy. Zauważyłam ostatnio, że te stare, już nie potrzebne poszarzałe nitki znikają. Wycierają się. Tak więc zapowiada się na bardzo słoneczny kocyk.. Na jesień jak znalazł.

A właściwie dlaczego ludzie mają w sobie chęć zmieniania życia na lepsze. Tak dokładniej to nie swojego życia, tylko co gorsza, życia innych ludzi. Dajmy tu na przykład życie jakiegoś alkoholika. Dlaczego wszyscy wokół niego niemalże krzyczą, że powinien zmienić się, koniecznie na lepsze! A jak jest mu w tym życiu dobrze? Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to nie jest za przyjemne życie, jeżeli ma się rodzinę i alkoholizm stanowi poważny problem. Więc abstrahując już od tych wszystkich nieszczęść.. no, ale taki ktoś, który się sam z siebie decyduje na popijanie codziennie, bo mu przy tym lepsza wena w głowie hula. To czemu niby nie może już tym alkoholikiem być? Bo przecież on się dobrze z tym czuje. Skoro nie krzywdzi nikogo innego..
A taki gracz RPG? Siedzi sobie całymi dniami przy komputerze i gra. No musi się z czegoś utrzymać, to od 7 te osiem godzin przepracuje, ale potem wraca do domu (po drodze wstępując do sklepu po mrożoną pizze) no i napiera w tę grę do późnej nocy. I oczywiście gdy tylko odwiedzi go matka, to biedak się nasłucha. A może on wcale nie ma zamiaru się żenić, wykształcenie jakie zdobył dotychczasowo mu zupełnie wystarcza, a dzieci... dzieci broń Boże nie chce. To czemu niby nie może sobie tak żyć?
Po głowie, dla przykładu, chodzi mi jeszcze bywalec siłowni, ale chyba odpuszczę...

A czy warto wierzyć w miłość? Pomimo tylu sparzeń i niepowodzeń? Pomimo tego całego syfu, który się widzi na co dzień u innych.. Ja wierze! Tylko szkoda, że jestem w przeraźliwej mniejszości.

Takie to rozmyślania miałam kiedy dość wieczorową porą wracałam dzisiaj do domu. Jakoś tak optymizm na nie spłynął. Mogę trochę oddać, bo z tego ogromu radości w mojej głowie odbywały się różne harce. Aż strach! Hmm.. a może świat wcale nie jest taki zły?








Kam dál